margeritka blog

Twój nowy blog

nic dodac nic ujac

1 komentarz

a wiec juz 26 wybywam z mojego miasta na dluzszy czas… jade do mojego Dziubka i dlugo mnie tu nie zobacza…ale bede przynajmniej czasami obecna na moim blogu,by zdac relacje z mojego pobytu za granica… mam nadzieje ze bedzie o czym pisac,bo to w koncu nowe miejsce:)) pozdrowki papatki:)) juz niedlugo Go zobacze:)))))

wyjechał

Brak komentarzy

ledwie Go nie ma dwa dni a ja juz umieram z tesknoty.. dzwonil i mowil ze wszystko ok i ze moze juz niedlugo sie zobaczymy..tak bardzo w to wierze,ze zyje tylko ta mysla,bo nasze ponowne spotkanie moze nastapic za trzy cztery tygodnie,lub pozniej,bo nie ma konkretnego terminu i z tad ta niepewnosc…jak bym znala date,to napewno byla bym spokojniejsza,ale niestety jest inaczej…

jeszcze tylko dwa krótkie dni i zostanę tu sama,bez mojego Dziubeczka:( juz za nim bardzo mocno tesknie i boje sie co bedzie kiedy juz wyjedzie…mam nadzieje,ze jakos przetrzymam czas jego nieobecnosci i nie bede upierdliwa i okropna dla moich najblizszych.. jak narazie moge tylko gdybac,okaze sie jak wyjedzie..trzymajcie za mnie kciuki no i oczywiscie za dziubeczka:))

cos smutnego

Brak komentarzy

Od dłuzszego czasu mam doła,bo mój Dziubek wyjeżdza za granice bezemnie..Bóg jeden wie,kiedy go zobaczę,bo on sam nie wie,kiedy będę mogła do Niego pojechac..czeka mnie czas niepewności przepelniony pustką i smutkiem…jak by nie patrzec bedzie to próba dla naszego zwiazku,jedną już mieliśmy..pojechał nad morze z rodzicami na 10 dni… i wiecie jak to bywa nad morzem we wakacje z dala od domu i dziewczyny…twierdzi, i wierze mu ze nic tam sie nie wydarzylo,co miało by wpływ na nasz zwiazek,ale to bylo tylko 10 dni,a ile bedzie teraz??miesiac,dwa,trzy moze dluzej..? nikt tego nie wie i nawet nie ma co planowac,bo po co sie łudzic..postanowiłam ze wezmę się ostro do pracy,żeby nie odczu tak Jego nieobecności,chociaż wiem,że i tak nie będzie mi łatwo…jak narazie zostalo nam 12 dni i wyjeżdża,a ja już wylewam co wieczor morze lez,bo jest mi tak smutno…nie życze tego nikomu,bo to nic milego…pozdrawiam was i życze powodzienia..papatki

wakacje..

Brak komentarzy

jak narazie nigdzie nie bylam,poswiecilam sie pracy i ukochanemu..zbieramy sie na wyjazd,ale on nie moze wyjechac az do konca sierpnia,wiec moze wrzesien cos nam da,o ile moja praca nie bedzie stac na przeszkodzie:pozdrawiam wszystkich wakacjuszy i zycze milego wypoczynku… :)

w sumie nic nowego sie nie dzieje,oprocz tego,ze poraz dziesiaty zostalam ciocia..kolejna z moich siostr urodzila..tym razem mlodsza-Kamila na imie dala malenstwu Maja,a tak w marcu 2007 roku zostane ciocia poraz jedenasty,bo kolejna siostra spodziewa sie dziecka:)..
teraz tylko czekam na swoja kolej,ale narazie nie planuje,bo jeszcze sie nie ustatkowalam,a nie zamierzam sprowadzac dzidziusia puki nie bede pewna,ze zapenie mu byt.Traz nie jestem tego pewna,wiec nie staram sie o tu by stac sie matka,choc nie ukrywam,ze patrzac na moje siostry zazdroszcze im,ale no coz musimy z moim Dziubkiem poczekac jeszce troche:-/a poza tym nie mamy jeszcze slubu i nie mieszkamy razem,dopiero zaczynamy stawac na wlasnych nogach..kupujemy rzeczy niezbedne do zycia poza rodzinnym gniazdkiem. Wtedy tylko sie wyprowadzimy,ochajtamy i zrobimy sobie slicznego dzidziusia,a moze wiecej,bo jest prawdopodobienstwo ciazy mnogiej…takie tam genetyczne ble,ble,ble:))choc bardzo by mnie ucieszyla wiadomosc o bliznietach…narazie moge tylko pomarzyc,ale i to jest mile,no i oczywiscie motywujace do pracy,by te marzenie spełnic:))no nic kochani opuszczam was i mam nadzieje,ze nie na dlugo,bo bardzo rzadko tu zagladam..
caluski,cukierezki & ciasteczka-papa

Niestety a raczej na szczescie nie stało sie nic ciekawego…no poza tym ,że poraz dziesiaty zostałam ciocią i to od strony rodzenstwa…jak narazie tylko polowa z nas ma dzieci wiec wiem ,ze to jeszcze nie koniec.Oprocz tego udalo mie sie w koncu rzucic palenie…stało sie to za sprawa mojego ukochanego dziubka,ktory mnie przez ten trudny okres wspierał:))w dodatku zaczynam powoli pobijac swoj rekord zyciowy w byciu z kims:))bardzo mi na nim zalezy i wiem,ze nie chce miec juz nikogo innego:))co jeszcze nowego??hmm…ukonczyłam wreszcie liceum i w tym roq(moze)wybiore sie gdzieś dalej..to chyba juz wszystko,wiec serdecznie was pozdrawiam:)))
PS.w koncu zaswieciło dla mnie slonce-wiecie jakie to wspaniale..??cudowne-zycie jest piekne i od razu chce sie zyc:)))zycze wam tego z całego serca:)))
papapap

2 komentarzy

No cóz moi drodzy, nadszedł czas na podsumowanie minionej (nareszcie) Zimy…tego roku nie okazała sie dla mnie łaskawa,a to dlatego, że aż trzy razy złapała mnie grypa- co zdarza mi się bardzo rzadko…,ale mimo to nie bylo tak źle..:),bo Lato & Jesień zesłały mi dobrego duszka, z którym dzielę dni pogodnie i pochmurne :))Osobą tą jest Pan R ;), którego znam od bardzo dawna,choć na początku nie pałałam do Niego sympatią ,ale cóż nie zawsze początki są łatwe…Jak sie później okazało potrzebowaliśmy paru lat,kilku excesów i paru przyjacielskich zwierzeń, aby czar sie stałi powstała Miłość…Ładnie brzmi ,ale mówie -nie było łatwo.Teraz już nie ma co wspominać tego co było, bo po co?Jest dobrze i trzeba tylko dbać o to , by tak pozostało:))Wiecie ,co? Najśmieszniejsze jest to,że przez cały czas chodziłam i szukałam swojego KSIĘCIA Z BAJKI i kiedy straciłam już nadzieję pojawił sie nie z tąd, ni z owąt na ulicy…wtedy jeszcze się nie spodziewałam takiego wyniku…poprostu spotkałam kolegę…później się jakoś potoczyło…była gra w zakrętke od butelki zamiast piłki,po pracy wypad na piwo,deszcz meteorytów…i wiele innych wydarzeń…ale jedno z nich wszystkich mioło specjalne znaczenie…było to coś bardzo nowego,choć dobrze mi znanego…pisałam o tym w okolicach 10 października 2004 roku, więc nie będę się powtarzać- wystarczy cofnąć się w czasie i przestrzeni;) Co do mojego KSIĘCIA Z BAJKI to miał On spełniać kilka warunków np. takich jak:
1). Musiał być wysoki, min. 10 cm wyższy ode mnie,
2).Musiał być brunetem-ewentualnie szatyn,
3).I te oczy…marzyłam o zielonookim, ale cieżko takiego znaleść, więc mogły być brązowe or piwne,
4).Karnacja najlepiej ciemna, ale tez nie było łatwo o takiego naturalnego…
5).Musiał mieć też odpowiednie usta(ani za duże, ani za małe),
6).Musiał być też miły,czarujący,musiał wiedzieć co to szacunek, bo bez niego nie miał by szans..
7).Musiał dobrze tańczyć…bo to też jest bardzo ważne- nie lubię być deptana,
8).Musiał mieć umiar w piciu alkoholu
9).Nie powinien zarzywać narkotyków- niecierpie tego- za to stracona pozycja,
10).Powinien też mieć zdolność dopasowywania sie do stytuacji…ale nie powinien być uległy narzutom innych osób,
11).Co najważniejsze to to, by miał do mnie cierpliwość, bo bywam strasznie humorzasta.
12).Powinien mnie Kochać:)
Tak wyglądalo moje 12 przykazań i powiem wam , że tylko On spełnił wsztstkie warunki…a nawet mogę dodać,że przy Nim ta lista jest uboga….jednym słowem jestem najszczęśliwszą osobą na tym Pięknym Świecie.
MIEJCIE OCZY I USZY SZEROKO OTWARTE,BO NIE WIADOMO Z KTÓREJ STRONY NADEJDZIE TA NAJPIĘKNIEJSZA, Z PIEKNYCH – MIŁOŚĆ
CIAO!!!

***

1 komentarz

Nietylko ludzie się smucą..płacze też pogoda…wystarczy spojrzec za okno..kap,kap,kapu-kap…płyna jedna za drugą…i łzy, i krople deszczu…to dziś była kulninacja emocji…Ci co jeszcze nie „pękli” dzisiejszego dnia zapewne to zrobili…zazwyczaj tak jest,dopuki człowiek nie zda sobie sprawy ,że to juz ten czas…ostatnie pożegnanie z tą osobą.W takiej chwiłi nawet najtrwardsze serce pęka..na twarzy pokazuje się posępna mina..deszczowa..Osobiście nie miałam okazji sie z Nim spotkać…może uda mi się, gdy ja odejde z tego Świata…ale to też nie jest pewne..Jak narazie mogę tylko zachować w sercu Jego pogodny uśniech,bo to on w głębi duszy działa na mnie oczyszczająco…wsponienie to rozwesela,a zarazen kręci łzę w oku,ale uśniecham się,bo wiem,że to był Jego czas…zrobił dla nas tak wiele..teraz to my musimy troche popracować-zwłaszcza nad sobą..ponieważ każdy z nas odpowiada za ten cały,piękny Świat.Dlatego też nie osądzajmy innych-spójrzmy na siebie.Zróbmy rachunek sumienia naszego sumienia..tak szczerze,nie patrząc na innych.

Gdy nie zostanie po mnie nic,
oprócz pożółklych fotografii
błękitny mnie przywita świt
w miejscu co nie ma go na mapie
a kiedy sypną na mnie piach
gdy mnie okryją cztery deski.
to pójde tam, gdzie wiedzie szlak
na połoniny, na niebieskie
podwiezie mnie błękitny wóz
ciągnięty przez błękitne konie
przez Świat błękitny będzie wiózł
aż zaniebieszczy w dali błonie
od zmartwień wolny i od trosk
pójde wygrzewać się na trawie
a czasem, gdy mi przyjdzie cheć
z góry na ziemię się pogapię
popatrzyę jak wśród smukłych malw
wiatr w przedwieczornej ciszy kona
troche mi tylko będzie żal
że trawa u was tak zielona..

(„połoniny niebieskie”nie wiem kto jest autoerm)

To jest drugie w moim życiu wydarzenie,które pozbawiło mnie dokładnego pisania o tym co myślę.Zdarza mi się to pierwszy raz od 4 lat..ale wiem ,że jeszcze zdarzy sie 12 razy…a moze nawet- tego nie mam zamiaru dożyć- 15..czyli o 3 wiecej niż mam zamiar.Za każdym razem jak ktoś odchodzi zaczynamy robić rachunek sumienia mając nadzieję ,że nie wyżądziliśmy tej osobie krzywdy.Najgorzej jednak ,kiedy okazuje sie ,że nie byliśmy z nia do końca szczerzy,czy też uczyniliśmy jej coś nie miłego.w takiej chwili jej odejście jest dla nas bardziej bolesne ,bo nie możemy zadość uczynić tej osobie i w ten sposób oczyścić sumienie.
Wiecie jak to męczy?Taka niezałatwiona sprawa potrafi ciążyć na sumieniu jak niestrawność…Dlatego też radze wam odrazu przyznawać sie do błędu, bo później może być już za późno.Nieczyste sumienie zmienia człowieka.Niepotrafi już się cieszyć,jest bardziej zatroskany,zmęczony,smutny…Wiecie jak ciężko jest budzić się co dzień rano z myślą, że trzeba wstać i iść między ludzi?Ciężko,bardzo ciężko jest iść między ludzi ze świadomością możliwości zranienia kogoś innego..popełnienia tego samego błędu, nie robiąc tego samego ,co poprzednikowi.njgorsza jest świadomośc ,z okazja do przeproszenia moze nie nadejść..więc uważąjcie co robicie , czy mówicie.

w noc z piatku na sobote okolo 1 w nocy odeszla z tego swiata bardzo kochana psina-Bela…byla w naszym domu od 12 lat i kazdy sie z nia zzyl.byla taka madra…kiedy ktos mial zly dzien to przychodzila do niego i kladla mu glowe na kolana , tak jak by chciala powiedziec ze nie ma co sie martwic,ze bedzie dobrze..jej cialo spoczywa pod orzechem,tam gdzie Buli-jej partner
>…przyznam ze jest mi smutno z jej powodu,ale kiedys musiala odejsc-przeciez nic nie trwa wiecznie..tylko bedzie mi troche zal z powodu przeprowadzki,bo tata powiedzial „tak” i najpozniej na jesien wyprowadzamy sie cala rodzina pare km.dalej…i to kolejny powod mojego smutku,bo opuscimy dom rodzinny w ktorym sie wychowalam ,a dwie moje mlodsze siostry sie urodzily…nie chcemy sie wyprowadzac,ale taka jest decyzja rodzicow…jest jeden maly problem na drodze wyprowadzki ale nie sadze,ze to cos zmieni…bywam moi mili i przepraszam ze tak nasmecilam…nstepnym razem postaram sie przyniesc jakies dobre wiadomosci…papa i pozdrawiam

  • RSS